To była pielgrzymka dwóch papieży, nikt co do tego nie ma wątpliwości. Dużo było obaw na początku: czy Polacy zakochani w Janie Pawle II przyjmą papieża – Niemca, idącego z nim przez lata „wspólną drogą”, ale przecież tak bardzo innego? Czy Benedykt XVI potrafi powiedzieć coś, co poruszy serca, czego by nie mówił już Jan Paweł II? Jak się zachowa wobec tłumów pozdrawiających go wiernych? Pytań było wiele. Odpowiedzi przyszły bardzo szybko. Następca św. Piotra stał się – jak powiedział kard. Dziwisz po zakończeniu pielgrzymki – naszym ojcem. Ojcem, w którym wielu Polaków się zakochało. I który nas chyba też bardzo pokochał. Na długo pozostanie nam w pamięci obraz uśmiechniętego, szczęśliwego, błogosławiącego ludzi papieża…
Już rozmontowano pewnie papieskie ołtarze. Posprzątano krakowskie błonia. W kioskach i księgarniach pojawiły się albumy i komentarze. Tylko pozostaje pytanie: co dalej? Jak „wsiąknie” w nas przesłanie następcy św. Piotra – bardzo konkretne, precyzyjne, wypełnione wdzięcznością za dotychczasową wierność Bogu, ale i troską, by wiara nie ustała. Wielokrotnie kończone prośbą, by Polacy „odważnie składali świadectwo Ewangelii przed dzisiejszym światem, niosąc nadzieję ubogim, cierpiącym, opuszczonym, zrozpaczonym, łaknącym wolności, prawdy i pokoju; by „dzielili się skarbem wiary z innymi narodami Europy i świata”. Co z tego wszystkiego w nas zostanie? Jakie owoce dobra przyniesie? Najbliższa przyszłość to pokaże.
Ks. Paweł Siedlanowski
|